Spacerując po ważnych ulicach Wilna, można natknąć się na coś, co wielu mieszkańców uważa za nieodpowiednie i raniące. Chodzi o stare, stalowe pokrywy studzienek kanalizacyjnych, na których wciąż widnieją napisy w cyrylicy. Choć odzyskaliśmy niepodległość 35 lat temu, te archaiczne symbole przypominają o trudnej przeszłości. Dlaczego wciąż tam są i co na to władze?
Co mieszkańcy mówią o sowieckich napisach?
W samym sercu stolicy, niedaleko gmachu Sejmu, na Placu Niepodległości, gdzie odbywają się najważniejsze narodowe uroczystości, obecność sowieckiego dziedzictwa jest szczególnie rażąca. Na pokrywach studzienek wciąż wyraźnie widać litery, których miejsce jest w podręcznikach do historii, a nie na miejskich ulicach.
Zapytani o to przechodnie, nie kryli swojego oburzenia:
- „To bardzo nieprzyjemne. – Zauważył pan sam? – Tak. Bardzo raniące. Naprawdę. Czas już, zwłaszcza w tym miejscu, je zmienić.“
- „Przypomina te okropne czasy, pewnie hałasuje i jest niskiej jakości.“
- „Nie wiem, czy potrzeba głębszego namysłu, patrząc na dzisiejsze czasy. Uważam, że powinniśmy je zmienić! To boli.“
- „Myślę, że trzeba by je wymienić. Może w ogóle, skoro pochodzą z czasów Związku Radzieckiego, to ile one mają lat, może już źle spełniają swoją funkcję?“
- „Co my, nie mamy normalnych pokryw? Zamówcie swoje i tyle! A zwłaszcza na takim placu z taką historyczną przeszłością, no to już w ogóle…“
Obietnice wymiany na wiosnę
Firma „Vilniaus vandenys” (Wileńskie Wodociągi) zareagowała na zgłoszenia. Po zapytaniu o problematyczne pokrywy, tego samego dnia wysłano pracowników, aby sprawdzili, czy w pobliżu Sejmu znajdują się należące do nich pokrywy z sowieckimi napisami.
Okazało się, że studzienek z niezniszczoną sowiecką symboliką nie znaleziono, jedynie litery w cyrylicy. Jak zapewnił przedstawiciel firmy, Viktoras Matonis:
„Vilniaus vandenys” tak naprawdę nie eksploatuje studzienek z rosyjską symboliką. Pozostały napisy w cyrylicy. Sprawdzimy, ile tych pokryw znajduje się w reprezentacyjnych miejscach i na wiosnę zaczniemy je wymieniać.“
Firma zobowiązała się wymienić przynajmniej te znajdujące się na głównych placach miasta jak najszybciej. Z kolei firma „Grinda”, odpowiedzialna za gospodarkę wodną w przestrzeni miejskiej, ma nieco inne podejście.
Najpierw twierdzili, że wymieniają, potem, że planują kiedyś wymienić, a w końcu zdecydowali, że zrobią to dopiero wtedy, gdy pokrywy staną się niebezpieczne. Jak wyjaśniła przedstawicielka „Grindos”, Ieva Stanienė:
„Są one wymieniane w kolejności, jak wspomnieliśmy, w pierwszej kolejności te, które stwarzają ryzyko, które są zużyte, w jakiś sposób dudnią, chwieją się i tak dalej.“

Burmistrz nie widzi problemu
Burmistrz stolicy, Valdas Benkunskas, wydaje się albo ignorować napisy na pokrywach, albo uważa okolice Sejmu za mało znaczące. Powiedział:
„Przez 35 lata niepodległości wiele zostało zrobione. Jeśli gdzieś jakiś zakątek pozostał z przeszłości, to zostaną one wymienione wtedy, gdy będzie naprawiana cała infrastruktura.“
W Wilnie takie stalowe pokrywy mogą należeć do firm telekomunikacyjnych, energetycznych, wodno-kanalizacyjnych, ciepłowniczych, a także do „Grindy”, która dba o odprowadzanie wód deszczowych w mieście.
„Vilniaus vandenys” posiada w stolicy około 84 tysięcy pokryw studzienek. „Grinda” ma ich około 70 tysięcy. „Šilumos tinklai” (Wileńskie Sieci Ciepłownicze) posiadają ponad 15 tysięcy pokryw. Żadna z firm nie prowadzi jednak dokładnych statystyk, ile pokryw zostało wymienionych na nowe, a ile pozostało w sowieckim stylu.
Jak dodaje V. Benkunskas: „Gdy zostaną kompleksowo naprawione wszystkie systemy inżynieryjne, jednocześnie zostaną wymienione te pokrywy, jeśli takowe jeszcze pozostały.“
Koszt wymiany i „szlifowanie” symboli
Wszyscy rozkładają ręce, twierdząc, że te pokrywy nie są tanie – kosztują około tysiąca euro. Ich wymiana nie jest też prosta, ponieważ często wymaga wymiany całego systemu studzienki.
Oznaczałoby to, że wymiana wszystkich pokryw trzech firm (wodociągów, „Grindy” i ciepłowniczych) mogłaby kosztować nawet 169 milionów euro! Dlatego często firmy decydują się jedynie na starcie napisu z pokrywy.
Nawet tutaj pojawia się problem. Przedstawiciel „Vilniaus šilumos tinklų”, Andrius Agintas, stwierdził:
„Prawdopodobnie zdarzają się przypadki, kiedy pracownicy, otrzymując zadanie zeszlifowania tych napisów, może nie do końca je wykonują. Cóż, różnie bywa.“
Dopóki jednak nie ma takiej konieczności, odrzucenia sowieckiego dziedzictwa nie spieszą się, ponieważ się to nie opłaca. Firmy czekają, aż pokrywy się zużyją i zostaną wymienione naturalnie, nawet w najważniejszych, reprezentacyjnych miejscach kraju.
Czy uważasz, że miasto powinno zainwestować w wymianę tych pokryw, czy lepiej poczekać, aż same się zużyją?








