Zauważyłeś, że Twoje ulubione bułeczki wieczorem są już nie 40%, a 30% tańsze? Wychodzi na to, że to nie rabaty spadają, a ceny w sklepach rosną, mimo obietnic „rewolucji cenowej”. Wielu z nas czuje się wprowadzonymi w błąd, widząc, jak dawne promocje kurczą się w oczach. Postanowiłem sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi i czy faktycznie możemy liczyć na niższe rachunki. Oto, co udało mi się ustalić.
Obietnice kontra rzeczywistość
Jeszcze niedawno popularny dyskont ogłosił wielkie cięcie cen. Mowa o obniżce nawet o 25% na ponad 9 tysiącach produktów spożywczych. Brzmiało wspaniale, prawda? Niestety, niedługo po tej „rewolucji” zaczęły docierać do nas sygnały od zaniepokojonych klientów. „Dawniej było 50% rabatu na bułeczki, a teraz tylko 40%. Ogłaszają rabaty, ale tak naprawdę zmniejszają rabaty, a nie ceny” – żalił się jeden z naszych czytelników. Postanowiłem zagłębić się w tę sprawę.
Dlaczego rabaty znikają?
Skontaktowałem się z przedstawicielem sieci, aby wyjaśnić tę sytuację. Okazuje się, że to, co wielu z nas uważa za zwykłą promocję, sklep traktuje zupełnie inaczej.
Tytułowy rabat na świeże, niespakowane wypieki, jak bułeczki czy chleb wypiekany na miejscu, nie jest traktowany jako akcja promocyjna mająca na celu przyciągnięcie klienta. To raczej sposób na pozbycie się resztek towaru tuż przed zamknięciem sklepu. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli rabat na takie produkty spadł, to dzienne ceny stały się niższe.
Ale czy to prawda? Przyjrzyjmy się bliżej:
- Kiedyś: Po południu, na kilka godzin przed zamknięciem, można było kupić wypieki z 50% zniżką.
- Teraz: Podobne produkty można kupić z 40% zniżką, ale od rana, przez cały dzień, w niższej cenie bazowej.
Konkretne przykłady – czy faktycznie oszczędzamy?
Przedstawiciel sieci podał nam konkretne przykłady, które mają udowodnić, że klienci faktycznie zyskują. Spójrzmy na to:

Bułeczki i ciastka
Jeden z tortów, który przed „rewolucją cenową” kosztował 0,79 EUR w cenie zwykłej, wieczorem można było kupić za 0,39 EUR (z 50% rabatem). Teraz jego standardowa cena wynosi 0,59 EUR. Po zastosowaniu 40% zniżki, wieczorem zapłacimy za niego 0,35 EUR. Choć pozornie rabat jest mniejszy, to cena bazowa jest niższa, co w efekcie może oznaczać oszczędność.
Kibiny (tradycyjne pierożki)
Podobna sytuacja dotyczy kibinów. Wcześniej trzy różne rodzaje kosztowały 0,99 EUR za sztukę, a wieczorem z 50% zniżką – 0,49 EUR. Teraz ich standardowa cena to 0,79 EUR, a z wieczornym 40% rabatem – 0,47 EUR. Znów widzimy, że niższa cena bazowa niweluje mniejszy procent rabatu.
Według sklepu, na ten moment tylko co druga pozycja jest kupowana w cenie standardowej. Sieć zapewnia, że szuka różnych sposobów, aby ceny były niższe. Celem jest to, by klienci mogli codziennie robić zakupy taniej, nie czekając na tradycyjne akcje.
Co obejmuje „rewolucja cenowa”?
Ta zmiana obejmuje przede wszystkim:
- Mleko i jego przetwory
- Mięso i jego wyroby
- Mrożone owoce i warzywa
- Produkty spożywcze typu „bazarowe” (bakalie)
Jednak są też produkty, których ta „rewolucja” nie dotknie, ponieważ ich ceny zostały obniżone już wcześniej – dotyczy to kawy i gotowych dań. Poza tym, napojów, żywności dla niemowląt oraz nowości w asortymencie zmiany cenowe nie obejmują.
Co to oznacza dla Ciebie?
Chociaż wielkość wieczornych rabatów mogła się zmniejszyć, to obniżki cen bazowych w „rewolucji cenowej” wydają się realną korzyścią dla konsumentów, którzy robą zakupy regularnie. Kluczowe jest, aby nie dać się zwieść pierwszym wrażeniom, a analizować ceny na podstawie faktów. Czy te zmiany faktycznie przełożą się na niższe miesięczne rachunki za zakupy, czy to tylko sprytna gra liczbami?








