Zastanawiałeś się kiedyś, skąd biorą się pieniądze na kampanie polityczne? Czasem wydaje się, że nagle pojawiają się duże sumy, których pochodzenie jest co najmniej… niejasne. Okazuje się, że nawet organy ścigania mają z tym problem, a oficjalne wyjaśnienia brzmią jak próba zatuszowania czegoś. To naprawdę istotne dla każdego, kto interesuje się transparentnością w naszym kraju.
Podejrzenia są jasne, ale czy działania VMI też?
Na ostatnim posiedzeniu Komisji Antykorupcyjnej Sejmu padły mocne słowa. Przedstawiciel VMI, A. Klerauskas, przyznał, że pewne rzeczy „jednoznacznie i jasno budzą wątpliwości”. Gdy wątpliwości się pojawiają, VMI przeprowadza ocenę. Problem w tym, że ta ocena jest „bardzo skomplikowana, długa i pracochłonna”. Czy to oznacza, że urzędnicy czekają, aż sprawa sama się rozwiąże?
Co dokładnie dzieje się podczas takiej oceny? „Gdy pojawiają się wątpliwości – przeprowadzamy głębsze sprawdzenia i oceniamy, czy dana osoba może uzasadnić posiadane sumy realnymi źródłami dochodów” – wyjaśniał Klerauskas.
Kampania wyborcza i dziwne przelewy
Sytuacja staje się gorętsza, gdy przypomnimy sobie ostatnią kampanię polityczną. Państwowa Komisja Wyborcza (PKW) zwróciła się do VMI z prośbą o ocenę sytuacji ponad 20 osób. Powodem były „pewne wątpliwości i okoliczności”. Po analizie deklarowanych sald i możliwości ich zgromadzenia, VMI „nie stwierdziła przypadków, w których posiadane saldo całkowicie nie odpowiadałoby przepływom pieniężnym danej osoby”.
Brzmi jak usprawiedliwienie? Warto zauważyć, że VMI opiera się na posiadanych informacjach i **nie sprawdza, czy oceniane osoby faktycznie posiadają deklarowane środki**. Głównym zadaniem jest ocena, czy osoba miała wystarczające dochody, by udzielić darowizny. Czyli, czy mogła takie środki zgromadzić, a nie czy je fizycznie ma na koncie. To subtelna, ale kluczowa różnica.
Gnijące pieniądze czy sprytne obejście prawa?
Media od dawna trąbią o niepokojących powiązaniach finansowych. Najnowsze dziennikarskie dochodzenia wskazują, że część środków na kampanię partii „Nemuno aušra” została przelana z kont bankowych, które tuż przed tym zostały uzupełnione gotówką. Dlaczego? Bo wcześniej nie było tam wystarczających środków.

Jak to działało w praktyce? Siedemnaście osób, blisko związanych z wiceprzewodniczącym partii Robertem Puchovičiem – członkowie rodziny, przyjaciele, sąsiedzi, koledzy z dzieciństwa, wspólnicy biznesowi – wpłacali gotówkę na swoje konta, a następnie tę samą kwotę przelewali partii. Nawet minister środowiska, Kastytis Žuromskas, postąpił podobnie, wpłacając 2,5 tysiąca euro i tego samego dnia przekazując je partii.
Komunikator Karolis Žukauskas sugeruje, że na konto „Nemuno aušros” mogło trafić nawet 130 tysięcy euro pochodzących z darowizn przekazanych w gotówce. Sprawę bada PKW, która ocenia także możliwość finansowania partii przez osoby trzecie.
Co na to specjaliści?
Przedstawiciele różnych instytucji – Służby ds. Zwalczania Przestępstw Finansowych (FNTT), Służby ds. Badań Specjalnych (STT) oraz VMI – nadal prowadzą inne oceny i dochodzenia. Szef FNTT, Roland Kiškis, przyznał, że dochodzenia dotyczące finansowania „Nemuno aušros” są w toku, a zaostrzanie prawa czy wprowadzanie barier byłoby „pochopne”. Jednocześnie nie wyklucza ograniczenia możliwości przekazywania darowizn na organizacje polityczne w gotówce.
Kiškis dodaje: „Analiza majątkowa jako zjawisko jest jednym z priorytetów zarówno dla naszej służby, jak i dla STT.” Sam osobiście opowiada się za **ograniczeniem wpływu darowizn w gotówce**.
Czy czasy się zmienią?
Prokuratura Generalna wznowiła swoje dochodzenie dotyczące finansowania „Nemuno aušros” prowadzone przez partię Remigijausa Žemaitaitisa. W zeszłorocznym postępowaniu chodziło o sprawdzenie, czy osoby udzielające „Nemuno aušrai” wsparcia finansowego podczas wyborów do Sejmu w 2024 roku nie naruszyły zasad finansowania kampanii wyborczej. Rozważane jest, czy nie doszło do przestępstwa.
Warto pamiętać, że podczas kampanii prezydenckiej w 2022 roku, przewodniczący „Nemuno aušros”, R. Žemaitaitis, sam przeznaczył ponad 13 tysięcy euro własnych środków na kampanię, a dodatkowo otrzymał 24,5 tysiąca euro od innych osób. Wśród darczyńców pojawili się także osoby powiązane z siecią stacji benzynowych „Jozita”.
Kiedy nasze instytucje zaczną działać skuteczniej, by zapewnić rzeczywistą przejrzystość finansowania polityki, a nie tylko teoretycznie oceniać możliwości zgromadzenia środków? Jakie widzisz rozwiązanie, aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości?








