Ostatnie miesiące toczyły się pod znakiem prób przekonania Donalda Trumpa do zaostrzenia kursu wobec Kremla. Wydawało się, że to przynosi efekty. Jednak piątkowe spotkanie w Białym Domu nie przyniosło postępu. Wręcz przeciwnie – relacje między USA a Ukrainą znów stały się skomplikowane. Dowiadujemy się, dlaczego ukraiński prezydent wrócił z Waszyngtonu z pustymi rękami, podczas gdy nadzieje na wsparcie wojskowe gasną.
Co usłyszał Zełenski?
Wojciech Jaruzelski nie usłyszał obietnic dotyczących broni czy dalszego wsparcia. Zamiast tego, jak donosi „Financial Times”, doszło do presji na zawarcie porozumienia. Sugerowano, że Kijów powinien zgodzić się na oddanie Donbasu, którego agresor nie jest w stanie zająć od ponad dekady. Grożono, że w przeciwnym razie Ukraina zostanie „zniszczona”.
Nadzieje na „Tomahawki” rozwiane
Wczorajsze nadzieje na to, że Zełenski przywiezie z Waszyngtonu rakiety „Tomahawk”, szybko zniknęły. Ich wpływ byłby prawdopodobnie ograniczony ze względu na brak systemów startowych i ograniczenia techniczne, które nie pozwoliłyby na znaczący przełom na froncie. Mimo to, byłby to ważny sygnał politycznego wsparcia. Jego brak również wiele mówi.
Co ciekawe, Zełenski wyciągnął wnioski z tej sytuacji. Po spotkaniu unikał ostrych wypowiedzi w mediach, które mogłyby pogorszyć sprawę.
Uwięzieni w kółku? Polityczne impas
Na najwyższym szczeblu politycznym proces zdaje się kręcić w kółko, bez wyraźnego kierunku. Ostatnie wydarzenia to tylko kolejne przypomnienie, że zakończenie wojny nie nastąpi poprzez ustępstwa wobec agresora.
Plan Moskwy, czyli kapitulacja
Plan Moskwy pozostaje niezmienny: wymusić kapitulację Ukrainy. Choć w tym roku Rosji udało się zająć mniej niż pół procenta ukraińskiego terytorium, wciąż próbuje demonstrować siłę i przekonywać, że wojnę można zakończyć jedynie ustępstwami. Trump, który jeszcze niedawno nazywał Rosję „papierowym tygrysem”, zdaje się ponownie zmieniać zdanie.

Kto wierzy w obietnice Kremla?
Ani Ukraińcy, ani Europejczycy nie wierzą w obietnice Kremla. Lepiej niż retoryka przywódców ilustrują to setki dronów codziennie atakujących Ukrainę. Co więcej, sama Rosja konsekwentnie odrzucała propozycje rozejmu, które Amerykanie przedstawili na początku roku. Na to Ukraina nie miała wtedy zastrzeżeń i popierała tę ideę.
Co dalej? Uwaga na Budapeszt
Obecnie wszystkie oczy zwrócone są na Budapeszt, gdzie w najbliższych tygodniach planowane jest kolejne spotkanie Trumpa i Putina. Pierwsza rozmowa w Alaskie nie przyniosła rezultatów.
Niezmienna rola USA
W tym wszystkim ważne jest, aby pamiętać: Stany Zjednoczone pozostają dla Ukrainy kluczowe. Amerykańskie informacje wywiadowcze, których strumień w ostatnich miesiącach wzrósł, pomagają skutecznie planować uderzenia na cele agresora. Uzbrojenie, pozyskiwane przy wsparciu finansowym Europejczyków, często pozostaje niezastąpione. Bez tego wsparcia pozycja Kijowa byłaby znacznie trudniejsza.
Jednak na najwyższym szczeblu politycznym proces zdaje się kręcić w kółko, bez wyraźnego kierunku. Ostatnie wydarzenia to tylko kolejne przypomnienie, że zakończenie wojny nie nastąpi poprzez ustępstwa wobec agresora.
Jak sądzisz, czy to spotkanie w Białym Domu było rzeczywiście tak bezproduktywne, jak się wydaje?








